<?xml version="1.0" encoding="utf-8"?>
<!-- If you are running a bot please visit this policy page outlining rules you must respect. http://www.livejournal.com/bots/ -->
<feed xmlns="http://www.w3.org/2005/Atom" xmlns:lj="http://www.livejournal.com">
  <id>urn:lj:livejournal.com:atom1:manarai</id>
  <title>Miscellanea</title>
  <subtitle>fikcja w przestrzeni pomiędzy?</subtitle>
  <author>
    <name>manarai</name>
  </author>
  <link rel="alternate" type="text/html" href="http://manarai.livejournal.com/"/>
  <link rel="self" type="text/xml" href="http://manarai.livejournal.com/data/atom"/>
  <updated>2009-08-02T17:19:19Z</updated>
  <lj:journal userid="12083842" username="manarai" type="personal"/>
  <link rel="service.feed" type="application/x.atom+xml" href="http://manarai.livejournal.com/data/atom" title="Miscellanea"/>
  <link rel="hub" href="http://pubsubhubbub.appspot.com/"/>
  <entry>
    <id>urn:lj:livejournal.com:atom1:manarai:24915</id>
    <link rel="alternate" type="text/html" href="http://manarai.livejournal.com/24915.html"/>
    <link rel="self" type="text/xml" href="http://manarai.livejournal.com/data/atom/?itemid=24915"/>
    <title>Pojedynek</title>
    <published>2009-08-02T17:18:32Z</published>
    <updated>2009-08-02T17:19:19Z</updated>
    <category term="rai pisacz"/>
    <content type="html">Kochani,&lt;br /&gt; &lt;br /&gt;o, &lt;a href="http://forum.mirriel.net/viewtopic.php?f=19&amp;amp;t=11171"&gt;tu&lt;/a&gt; wisi m&amp;oacute;j pojedynek z cyklu anielskiego Kossakowskiej.&lt;br /&gt;Wiem, że niekt&amp;oacute;rzy z Was znają. To tylko drabble. Jeśli ktoś będzie miał wolną minutę - zapraszam do oceniania...</content>
  </entry>
  <entry>
    <id>urn:lj:livejournal.com:atom1:manarai:23935</id>
    <link rel="alternate" type="text/html" href="http://manarai.livejournal.com/23935.html"/>
    <link rel="self" type="text/xml" href="http://manarai.livejournal.com/data/atom/?itemid=23935"/>
    <title>Odrobina Dukaja na co dzień</title>
    <published>2009-07-03T15:12:20Z</published>
    <updated>2009-07-03T15:13:34Z</updated>
    <category term="odrobina dukaja"/>
    <content type="html">Cytat, fragment. Czemu nie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jacek Dukaj, &lt;i&gt;Inne pieśni&lt;/i&gt; - z rozdziału M, &lt;i&gt;Wyniesienie&lt;/i&gt;.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a name="cutid1"&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Anioły mijały wzniesiony przy krawędzi Oronei Dwór Księżycowy każdego dnia o poranku i zmierzchu, gdy szły na żniwa wichrorostów i gdy z nich wracały. Oczekujący na przybycie łodzi księżycowej podróżni wychodzili na łąkę przed Dwór, przyglądając się nieregularnemu pochodowi. Anioły byli to ludzie o morfie aerowej, potomkowie najstarszych rodów Oronei, całkowicie przeżarci przez anthos Króla Burz. Nosili ozdobne stroje z brązu i żelaza, nogi i ramiona obiegały im łańcuchy ciężkiej biżuterii. Bez nich byliby nazbyt lekcy, miejsce naturalnego spoczynku aniołów znajdowało się gdzieś pomiędzy niebem a ziemią. To właśnie oni spuszczali się w dół wichrorostów (stadiony i stadiony pod płytę płaskowyżu), doglądając je i ścinając w porach żniw. Anioły, nawet jeśli spadną - nie spadną. Także gdy szły zmieszane z tłumem innych robotników, można było je bez trudu rozpoznać: ich włosy, jeśli nie zawinięte wokół szyi lub krótko ścięte, unosiły się za nimi poziomą falą, rozbijając się w strzępiastą aureolę, gdy anioły obracały głowy lub czyniły krok wstecz - jakby powietrze wokół nich miało gęstość wody.&lt;br /&gt;</content>
  </entry>
  <entry>
    <id>urn:lj:livejournal.com:atom1:manarai:17861</id>
    <link rel="alternate" type="text/html" href="http://manarai.livejournal.com/17861.html"/>
    <link rel="self" type="text/xml" href="http://manarai.livejournal.com/data/atom/?itemid=17861"/>
    <title>Alea iacta est</title>
    <published>2009-02-03T01:39:48Z</published>
    <updated>2009-02-03T02:14:34Z</updated>
    <category term="rai i obiecanki"/>
    <category term="rai pisacz"/>
    <content type="html">Miłe panie i panowie bardzo mili. Oto, co nieopatrznie zobowiązałam się napisać:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a name="cutid1"&gt;&lt;/a&gt;1) Baśń o fortepianie, z hepi endem - dla Kubisia. Też Kubiś wymyślił, hepi end... :P1) Baśń o fortepianie, z hepi endem - dla Kubisia. Też Kubiś wymyślił, hepi end... :P&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;2) Wariacja na temat sceny z filmu &lt;em&gt;Ja i Morrison&lt;/em&gt; - dla AlienorElizabeth. Melancholia i papierosy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;3) Wariacja na temat &lt;em&gt;Dzikich łabędzi&lt;/em&gt; z wodą w tle - dla aniołaka. Z nadzieją, że podołam.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;4) Kobieta w kwiecie wieku i młody chłopiec - dla Ell. Srsly, skąd takie pomysły...?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;5) Piotr/Kaspian i slasz tam, gdzie slaszu nie ma - dla Gwiazdki. Bo chciałam to napisać już kiedyś, ale jakoś się rozeszło po kościach.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;i &lt;em&gt;appendix&lt;/em&gt;, bo przecież bez Świeczka obejść się nie mogło :) Ze Świeczkiem piszemy na za niedługo pojedynek o Dinazad, więc to jest w tej chwili pierwszy priorytet. A kiedyś potem pewnie Świeczek &amp;nbsp;nie da mi zapomnieć o wariacjach na temat pozostałych opowieści z &lt;em&gt;Kr&amp;oacute;lowej Śniegu&lt;/em&gt;, i będzie narzekał, że mała rozb&amp;oacute;jniczka jest chora...&lt;br /&gt;&amp;nbsp;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nie wyznaczam sobie ani terminu, ani nawet kolejności - chociaż może powinnam, skoro mam narzucić sobie jakąś presję...? W każdym razie każda z wymienionych powyżej os&amp;oacute;b ma od dziś prawo mnie o swoją dedykację zanudzać. Rzekłam.</content>
  </entry>
  <entry>
    <id>urn:lj:livejournal.com:atom1:manarai:17624</id>
    <link rel="alternate" type="text/html" href="http://manarai.livejournal.com/17624.html"/>
    <link rel="self" type="text/xml" href="http://manarai.livejournal.com/data/atom/?itemid=17624"/>
    <title>Giełda pomysłów</title>
    <published>2009-01-31T22:58:16Z</published>
    <updated>2009-01-31T22:58:28Z</updated>
    <category term="rai pisacz"/>
    <category term="rai nie fangirl"/>
    <content type="html">Okay, raz kozie wrotki.&lt;br /&gt;Chciałam powiedzieć, że aniołaka pomysł na walkę z writer's blockiem wygląda bardzo, ale to bardzo smacznie. I nie to, żebym się z aniołakiem mogła por&amp;oacute;wnać, ale chce mi się coś napisać, a ja umiem chyba tylko na akord i pod presją. Więc zmałpiam, w nadziei że pomoże.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Proszę o propozycje temat&amp;oacute;w/motyw&amp;oacute;w/prompt&amp;oacute;w/whatever, kt&amp;oacute;re chcielibyście zobaczyć sprofanowane. Przeze mnie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zobowiązuję&amp;nbsp;się niniejszym publicznie, że napiszę &amp;nbsp;na pięć &amp;nbsp;pierwszych propozycji. Dalszych też nie wykluczam, jeśli uda się odblokować.&lt;br /&gt;(Jeśli można - proszę tylko o prawo do negocjacji szczeg&amp;oacute;ł&amp;oacute;w.)&amp;nbsp;</content>
  </entry>
  <entry>
    <id>urn:lj:livejournal.com:atom1:manarai:9433</id>
    <link rel="alternate" type="text/html" href="http://manarai.livejournal.com/9433.html"/>
    <link rel="self" type="text/xml" href="http://manarai.livejournal.com/data/atom/?itemid=9433"/>
    <title>Pornoradek?</title>
    <published>2008-04-21T23:54:07Z</published>
    <updated>2008-04-22T18:28:47Z</updated>
    <content type="html">Czyli - czy już wszystkie masz. Ja wiem, ja nie robię meme, ale.&lt;br /&gt;Za bardzo mi się u Idusia spodobało.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a name="cutid1"&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;1: &lt;br /&gt;&lt;img src="http://i143.photobucket.com/albums/r123/manarai/gormenghast.jpg" border="0" alt="Photobucket"&gt;&lt;br /&gt;&lt;i&gt;Gormenghast&lt;/i&gt; &lt;span class='ljuser ljuser-name_dobro_wcielone' lj:user='dobro_wcielone' style='white-space: nowrap;'&gt;&lt;a href='http://dobro-wcielone.livejournal.com/profile'&gt;&lt;img src='http://l-stat.livejournal.com/img/userinfo.gif' alt='[info]' width='17' height='17' style='vertical-align: bottom; border: 0; padding-right: 1px;' /&gt;&lt;/a&gt;&lt;a href='http://dobro-wcielone.livejournal.com/'&gt;&lt;b&gt;dobro_wcielone&lt;/b&gt;&lt;/a&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;2: &lt;br /&gt;&lt;img src="http://i143.photobucket.com/albums/r123/manarai/shakespeareinlove.jpg" border="0" alt="Photobucket"&gt;&lt;br /&gt;&lt;i&gt;Shakespeare In Love&lt;/i&gt; &lt;span class='ljuser ljuser-name_kubis' lj:user='kubis' style='white-space: nowrap;'&gt;&lt;a href='http://kubis.livejournal.com/profile'&gt;&lt;img src='http://l-stat.livejournal.com/img/userinfo.gif' alt='[info]' width='17' height='17' style='vertical-align: bottom; border: 0; padding-right: 1px;' /&gt;&lt;/a&gt;&lt;a href='http://kubis.livejournal.com/'&gt;&lt;b&gt;kubis&lt;/b&gt;&lt;/a&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;3: &lt;br /&gt;&lt;img src="http://i143.photobucket.com/albums/r123/manarai/playingbyheart.jpg" border="0" alt="Photobucket"&gt;&lt;br /&gt;&lt;i&gt;Playing By Heart&lt;/i&gt; &lt;span class='ljuser ljuser-name_samanthalb' lj:user='samanthalb' style='white-space: nowrap;'&gt;&lt;a href='http://samanthalb.livejournal.com/profile'&gt;&lt;img src='http://l-stat.livejournal.com/img/userinfo.gif' alt='[info]' width='17' height='17' style='vertical-align: bottom; border: 0; padding-right: 1px;' /&gt;&lt;/a&gt;&lt;a href='http://samanthalb.livejournal.com/'&gt;&lt;b&gt;samanthalb&lt;/b&gt;&lt;/a&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;4: &lt;br /&gt;&lt;img src="http://i143.photobucket.com/albums/r123/manarai/skycaptainandtheworldoftomorrow.jpg" border="0" alt="Photobucket"&gt;&lt;br /&gt;&lt;i&gt;Sky Captain And The World Of Tomorrow&lt;/i&gt; &lt;span class='ljuser ljuser-name_idrilka' lj:user='idrilka' style='white-space: nowrap;'&gt;&lt;a href='http://idrilka.livejournal.com/profile'&gt;&lt;img src='http://l-stat.livejournal.com/img/userinfo.gif' alt='[info]' width='17' height='17' style='vertical-align: bottom; border: 0; padding-right: 1px;' /&gt;&lt;/a&gt;&lt;a href='http://idrilka.livejournal.com/'&gt;&lt;b&gt;idrilka&lt;/b&gt;&lt;/a&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;5: &lt;br /&gt;&lt;img src="http://i143.photobucket.com/albums/r123/manarai/fifthelement.jpg" border="0" alt="Photobucket"&gt;&lt;br /&gt;&lt;i&gt;The Fifth Element&lt;/i&gt; &lt;span class='ljuser ljuser-name_garrett_black' lj:user='garrett_black' style='white-space: nowrap;'&gt;&lt;a href='http://garrett-black.livejournal.com/profile'&gt;&lt;img src='http://l-stat.livejournal.com/img/userinfo.gif' alt='[info]' width='17' height='17' style='vertical-align: bottom; border: 0; padding-right: 1px;' /&gt;&lt;/a&gt;&lt;a href='http://garrett-black.livejournal.com/'&gt;&lt;b&gt;garrett_black&lt;/b&gt;&lt;/a&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;6: &lt;br /&gt;&lt;img src="http://i143.photobucket.com/albums/r123/manarai/lafinestradifronte.jpg" border="0" alt="Photobucket"&gt;&lt;br /&gt;&lt;i&gt;La finestra di fronte&lt;/i&gt; &lt;span class='ljuser ljuser-name_me_scarlett' lj:user='me_scarlett' style='white-space: nowrap;'&gt;&lt;a href='http://me-scarlett.livejournal.com/profile'&gt;&lt;img src='http://l-stat.livejournal.com/img/userinfo.gif' alt='[info]' width='17' height='17' style='vertical-align: bottom; border: 0; padding-right: 1px;' /&gt;&lt;/a&gt;&lt;a href='http://me-scarlett.livejournal.com/'&gt;&lt;b&gt;me_scarlett&lt;/b&gt;&lt;/a&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;7: &lt;br /&gt;&lt;img src="http://i143.photobucket.com/albums/r123/manarai/braveheart.jpg" border="0" alt="Photobucket"&gt;&lt;br /&gt;&lt;i&gt;Braveheart&lt;/i&gt; &lt;span class='ljuser ljuser-name_dobro_wcielone' lj:user='dobro_wcielone' style='white-space: nowrap;'&gt;&lt;a href='http://dobro-wcielone.livejournal.com/profile'&gt;&lt;img src='http://l-stat.livejournal.com/img/userinfo.gif' alt='[info]' width='17' height='17' style='vertical-align: bottom; border: 0; padding-right: 1px;' /&gt;&lt;/a&gt;&lt;a href='http://dobro-wcielone.livejournal.com/'&gt;&lt;b&gt;dobro_wcielone&lt;/b&gt;&lt;/a&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;8: &lt;br /&gt;&lt;img src="http://i143.photobucket.com/albums/r123/manarai/lavitaebella.jpg" border="0" alt="Photobucket"&gt;&lt;br /&gt;&lt;i&gt;La Vita E' Bella&lt;/i&gt; &lt;span class='ljuser ljuser-name_kubis' lj:user='kubis' style='white-space: nowrap;'&gt;&lt;a href='http://kubis.livejournal.com/profile'&gt;&lt;img src='http://l-stat.livejournal.com/img/userinfo.gif' alt='[info]' width='17' height='17' style='vertical-align: bottom; border: 0; padding-right: 1px;' /&gt;&lt;/a&gt;&lt;a href='http://kubis.livejournal.com/'&gt;&lt;b&gt;kubis&lt;/b&gt;&lt;/a&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;9: &lt;br /&gt;&lt;img src="http://i143.photobucket.com/albums/r123/manarai/sophiescholldieletztentage.jpg" border="0" alt="Photobucket"&gt;&lt;br /&gt;&lt;i&gt;Sophie Scholl. Die letzten Tage&lt;/i&gt; &lt;span class='ljuser ljuser-name_can_dle' lj:user='can_dle' style='white-space: nowrap;'&gt;&lt;a href='http://can-dle.livejournal.com/profile'&gt;&lt;img src='http://l-stat.livejournal.com/img/userinfo.gif' alt='[info]' width='17' height='17' style='vertical-align: bottom; border: 0; padding-right: 1px;' /&gt;&lt;/a&gt;&lt;a href='http://can-dle.livejournal.com/'&gt;&lt;b&gt;can_dle&lt;/b&gt;&lt;/a&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;10:&lt;br /&gt;&lt;img src="http://i143.photobucket.com/albums/r123/manarai/gardenstate.jpg" border="0" alt="Photobucket"&gt;&lt;br /&gt;&lt;i&gt;Garden State&lt;/i&gt; &lt;span class='ljuser ljuser-name_dobro_wcielone' lj:user='dobro_wcielone' style='white-space: nowrap;'&gt;&lt;a href='http://dobro-wcielone.livejournal.com/profile'&gt;&lt;img src='http://l-stat.livejournal.com/img/userinfo.gif' alt='[info]' width='17' height='17' style='vertical-align: bottom; border: 0; padding-right: 1px;' /&gt;&lt;/a&gt;&lt;a href='http://dobro-wcielone.livejournal.com/'&gt;&lt;b&gt;dobro_wcielone&lt;/b&gt;&lt;/a&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;11:&lt;br /&gt;&lt;img src="http://i143.photobucket.com/albums/r123/manarai/thelivingdaylights.jpg" border="0" alt="Photobucket"&gt;&lt;br /&gt;&lt;i&gt;The Living Daylights&lt;/i&gt; &lt;span class='ljuser ljuser-name_garrett_black' lj:user='garrett_black' style='white-space: nowrap;'&gt;&lt;a href='http://garrett-black.livejournal.com/profile'&gt;&lt;img src='http://l-stat.livejournal.com/img/userinfo.gif' alt='[info]' width='17' height='17' style='vertical-align: bottom; border: 0; padding-right: 1px;' /&gt;&lt;/a&gt;&lt;a href='http://garrett-black.livejournal.com/'&gt;&lt;b&gt;garrett_black&lt;/b&gt;&lt;/a&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;12:&lt;br /&gt;&lt;img src="http://i143.photobucket.com/albums/r123/manarai/bigfish.jpg" border="0" alt="Photobucket"&gt;&lt;br /&gt;&lt;i&gt;Big Fish&lt;/i&gt; &lt;span class='ljuser ljuser-name_dntmucha' lj:user='dntmucha' style='white-space: nowrap;'&gt;&lt;a href='http://dntmucha.livejournal.com/profile'&gt;&lt;img src='http://l-stat.livejournal.com/img/userinfo.gif' alt='[info]' width='17' height='17' style='vertical-align: bottom; border: 0; padding-right: 1px;' /&gt;&lt;/a&gt;&lt;a href='http://dntmucha.livejournal.com/'&gt;&lt;b&gt;dntmucha&lt;/b&gt;&lt;/a&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;13: &lt;br /&gt;&lt;img src="http://i143.photobucket.com/albums/r123/manarai/attackoftheclones.jpg" border="0" alt="Photobucket"&gt;&lt;br /&gt;&lt;i&gt;Star Wars: Attack Of The Clones&lt;/i&gt; &lt;span class='ljuser ljuser-name_ewejka' lj:user='ewejka' style='white-space: nowrap;'&gt;&lt;a href='http://ewejka.livejournal.com/profile'&gt;&lt;img src='http://l-stat.livejournal.com/img/userinfo.gif' alt='[info]' width='17' height='17' style='vertical-align: bottom; border: 0; padding-right: 1px;' /&gt;&lt;/a&gt;&lt;a href='http://ewejka.livejournal.com/'&gt;&lt;b&gt;ewejka&lt;/b&gt;&lt;/a&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;14: &lt;br /&gt;&lt;img src="http://i143.photobucket.com/albums/r123/manarai/leon.jpg" border="0" alt="Photobucket"&gt;&lt;br /&gt;&lt;i&gt;Leon (The Professional)&lt;/i&gt; &lt;span class='ljuser ljuser-name_kubis' lj:user='kubis' style='white-space: nowrap;'&gt;&lt;a href='http://kubis.livejournal.com/profile'&gt;&lt;img src='http://l-stat.livejournal.com/img/userinfo.gif' alt='[info]' width='17' height='17' style='vertical-align: bottom; border: 0; padding-right: 1px;' /&gt;&lt;/a&gt;&lt;a href='http://kubis.livejournal.com/'&gt;&lt;b&gt;kubis&lt;/b&gt;&lt;/a&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;15:&lt;br /&gt;&lt;img src="http://i143.photobucket.com/albums/r123/manarai/romeojuliet.jpg" border="0" alt="Photobucket"&gt;&lt;br /&gt;&lt;i&gt;Romeo+Juliet&lt;/i&gt; &lt;span class='ljuser ljuser-name_ewejka' lj:user='ewejka' style='white-space: nowrap;'&gt;&lt;a href='http://ewejka.livejournal.com/profile'&gt;&lt;img src='http://l-stat.livejournal.com/img/userinfo.gif' alt='[info]' width='17' height='17' style='vertical-align: bottom; border: 0; padding-right: 1px;' /&gt;&lt;/a&gt;&lt;a href='http://ewejka.livejournal.com/'&gt;&lt;b&gt;ewejka&lt;/b&gt;&lt;/a&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;16:&lt;br /&gt;&lt;img src="http://i143.photobucket.com/albums/r123/manarai/shippingnews.jpg" border="0" alt="Photobucket"&gt;&lt;br /&gt;&lt;i&gt;The Shipping News&lt;/i&gt; &lt;span class='ljuser ljuser-name_me_scarlett' lj:user='me_scarlett' style='white-space: nowrap;'&gt;&lt;a href='http://me-scarlett.livejournal.com/profile'&gt;&lt;img src='http://l-stat.livejournal.com/img/userinfo.gif' alt='[info]' width='17' height='17' style='vertical-align: bottom; border: 0; padding-right: 1px;' /&gt;&lt;/a&gt;&lt;a href='http://me-scarlett.livejournal.com/'&gt;&lt;b&gt;me_scarlett&lt;/b&gt;&lt;/a&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;17:&lt;br /&gt;&lt;img src="http://i143.photobucket.com/albums/r123/manarai/aptpupil.jpg" border="0" alt="Photobucket"&gt;&lt;br /&gt;&lt;i&gt;Apt Pupil&lt;/i&gt; &lt;span class='ljuser ljuser-name_dntmucha' lj:user='dntmucha' style='white-space: nowrap;'&gt;&lt;a href='http://dntmucha.livejournal.com/profile'&gt;&lt;img src='http://l-stat.livejournal.com/img/userinfo.gif' alt='[info]' width='17' height='17' style='vertical-align: bottom; border: 0; padding-right: 1px;' /&gt;&lt;/a&gt;&lt;a href='http://dntmucha.livejournal.com/'&gt;&lt;b&gt;dntmucha&lt;/b&gt;&lt;/a&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;18:&lt;br /&gt;&lt;img src="http://i143.photobucket.com/albums/r123/manarai/whatseatinggilbertgrape.jpg" border="0" alt="Photobucket"&gt;&lt;br /&gt;&lt;i&gt;What's Eating Gilbert Grape&lt;/i&gt; &lt;span class='ljuser ljuser-name_idrilka' lj:user='idrilka' style='white-space: nowrap;'&gt;&lt;a href='http://idrilka.livejournal.com/profile'&gt;&lt;img src='http://l-stat.livejournal.com/img/userinfo.gif' alt='[info]' width='17' height='17' style='vertical-align: bottom; border: 0; padding-right: 1px;' /&gt;&lt;/a&gt;&lt;a href='http://idrilka.livejournal.com/'&gt;&lt;b&gt;idrilka&lt;/b&gt;&lt;/a&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;19:&lt;br /&gt;&lt;img src="http://i143.photobucket.com/albums/r123/manarai/sincity.jpg" border="0" alt="Photobucket"&gt;&lt;br /&gt;&lt;i&gt;Sin City&lt;/i&gt; &lt;span class='ljuser ljuser-name_garrett_black' lj:user='garrett_black' style='white-space: nowrap;'&gt;&lt;a href='http://garrett-black.livejournal.com/profile'&gt;&lt;img src='http://l-stat.livejournal.com/img/userinfo.gif' alt='[info]' width='17' height='17' style='vertical-align: bottom; border: 0; padding-right: 1px;' /&gt;&lt;/a&gt;&lt;a href='http://garrett-black.livejournal.com/'&gt;&lt;b&gt;garrett_black&lt;/b&gt;&lt;/a&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;20:&lt;br /&gt;&lt;img src="http://i143.photobucket.com/albums/r123/manarai/interstate60.jpg" border="0" alt="Photobucket"&gt;&lt;br /&gt;&lt;i&gt;Interstate 60&lt;/i&gt; &lt;span class='ljuser ljuser-name_idrilka' lj:user='idrilka' style='white-space: nowrap;'&gt;&lt;a href='http://idrilka.livejournal.com/profile'&gt;&lt;img src='http://l-stat.livejournal.com/img/userinfo.gif' alt='[info]' width='17' height='17' style='vertical-align: bottom; border: 0; padding-right: 1px;' /&gt;&lt;/a&gt;&lt;a href='http://idrilka.livejournal.com/'&gt;&lt;b&gt;idrilka&lt;/b&gt;&lt;/a&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;21:&lt;br /&gt;&lt;img src="http://i143.photobucket.com/albums/r123/manarai/iris.jpg" border="0" alt="Photobucket"&gt;&lt;br /&gt;&lt;i&gt;Iris&lt;/i&gt; &lt;span class='ljuser ljuser-name_can_dle' lj:user='can_dle' style='white-space: nowrap;'&gt;&lt;a href='http://can-dle.livejournal.com/profile'&gt;&lt;img src='http://l-stat.livejournal.com/img/userinfo.gif' alt='[info]' width='17' height='17' style='vertical-align: bottom; border: 0; padding-right: 1px;' /&gt;&lt;/a&gt;&lt;a href='http://can-dle.livejournal.com/'&gt;&lt;b&gt;can_dle&lt;/b&gt;&lt;/a&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;</content>
  </entry>
  <entry>
    <id>urn:lj:livejournal.com:atom1:manarai:6499</id>
    <link rel="alternate" type="text/html" href="http://manarai.livejournal.com/6499.html"/>
    <link rel="self" type="text/xml" href="http://manarai.livejournal.com/data/atom/?itemid=6499"/>
    <title>Dziewczynka z zapalniczką</title>
    <published>2008-01-02T00:16:08Z</published>
    <updated>2008-01-02T00:17:24Z</updated>
    <lj:music>Tracy Chapman - Telling Stories</lj:music>
    <content type="html">Po dogłębnym przemyśleniu i w wyniku podjudzania kilku osób - jednak wkleiłam na Mirriel. Chociaż pietra mam i tak, ale u mnie chyba bez pietra się nie da.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://www.mirriel.ota.pl/forum/viewtopic.php?f=18&amp;amp;t=7103"&gt;Kornelia&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a name="cutid1"&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Po pierwsze: serdecznie, z całego serca gratuluję Świeczkowi zwycięstwa. Wymiatasz wszystko, kiciuś. Srsly.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A teraz – ja naprawdę wiem, że tekst z autorem w komplecie to już nie jest tak całkiem tekst i tak dalej, ale tutaj mowa obronna moim zdaniem jest potrzebna. I nastąpi.&lt;br /&gt;Pomysł na coś w tym stylu, w jakim ostatecznie powstała Dziewczynka z zapalniczką łaził mi po chorej głowie już od bardzo dawna. I kiedy Świeczek wyjechał z pojedynkiem i okazało się, że tak naprawdę nie mamy zbyt wielu wspólnych fandomów, w których można by coś napisać, i stanie na baśniach – wiedziałam, że to będzie właśnie to. Alternatywna Dziewczynka z zapałkami. I właśnie dlatego taki, a nie inny temat. Baśń w wielkim mieście. Bo Dziewczynka z zapałkami to jedna z najmniej baśniowych baśni. Jak się tak głębiej zastanowić, co to właściwie za baśń? To są naiwne majaczenia zamarzającego na śmierć dziecka, nic więcej, żadnych czarów, królewiczów ani wróżek chrzestnych pojawiających się w ostatniej chwili i ratujących sytuację. Krótkie, smutne życie, nędzna śmierć, może chociaż po śmierci będzie lepiej – czy to właśnie jest morał? Czy to jest w ogóle dość długie, żeby mogło mieć jakikolwiek morał?&lt;br /&gt;...w każdym razie pierwotny pomysł był właśnie taki: dać dziewczynce z zapałkami szczęśliwe zakończenie. &lt;br /&gt;Drugi podstawowy składnik tego tekstu to Sin City. Ja na komiksach się nie znam, ale ten film po prostu kocham, kocham go taką niezdrową, perwersyjną, zakazaną miłością od pierwszego wejrzenia. Kiedy już wiedziałam, że moja dziewczynka będzie dorosła i będzie właśnie tym, kim jest – chciałam, żeby była którąś z dziewczyn ze Starego Miasta. Przez długo miała to być Gail, potem Miho, ale uznałam, że z żadną z nich sobie nie poradzę. Ostatecznie moja dziewczynka jest tak jakby Becky, ale wczesną, bardzo wczesną Becky. Taką, która już ma krzyżyki, ale jeszcze może mieć nadzieję na szczęśliwe zakończenie. Bo ja tak naprawdę nie wierzę w szczęśliwe zakończenie dla Becky. Życzę tego z całego serca Miho, i może jej to kiedyś napiszę. Jak tylko wymyślę, jak napisać postać, która się nie odzywa i praktycznie nie ma mimiki.&lt;br /&gt;Co jeszcze. Nie ma zapałek, jest zapalniczka, ale gdzieś udało mi się chyba przemycić nawiązanie do Trzech zapałek TSA. Nie ma zapałek, ale trzy razy skrzypi zapalniczka. Zimno Idril – bo to chyba przez jej wizję uczucie zimna przeniosło się w mojej świadomości na tę sferę; zimno panujące w domu, do którego dziewczynka od zapałek nie chce wracać...&lt;br /&gt;Skąd wziął się fragment o ostatnim przykazaniu do złamania – nie wiem. Ale pasował do krzyżyków i do nawiązań do Boga w oryginalnej baśni. I do całości tekstu też pasował.&lt;br /&gt;Czemu ojciec pedofil – właściwie on też wziął się sam z siebie. Teraz, kiedy próbuję go potraktować systemowo, mogę bardzo pięknie uzasadniać – jesteśmy przecież w fandomie pod tytułem „baśnie”, gdzie schemat na schemacie i schematem pogania, a ojciec pedofil jest w sumie takim antybaśniowym wilkiem bardzozłym, prawda?&lt;br /&gt;Skojarzenia z Lolitą mnie w pierwszej chwili zaszokowały, przyznaję szczerze. Nie były w żaden sposób zamierzone, nie to miałam na myśli – ale kiedy czytam ten tekst jeszcze raz przez pryzmat właśnie tego, to widzę motywy. Jest ojciec szukający jak najmłodszej i najbardziej niewinnej, są opadające podkolanówki, jest zabawa z tatusiem. Można to pod Lolitę podciągnąć. Ale nie to było moim zamiarem, głównie dlatego, że Lolita jako taka ma dla mnie zupełnie inną wymowę, inna jest dynamika między postaciami... ale ja o Bohunie, nie o gruszkach.&lt;br /&gt;To nie miała być baśń. W warunkach pojedynku miałyśmy angstoromans lub antybaśń, gdyby się udało. To u mnie to raczej antybaśń, chociaż udało się tak... jak gdyby. Ale baśnią to nie miało być z założenia, a nawet gdyby było, to niby w jaki sposób baśniowa atmosfera miała pojawić się w tekście inspirowanym najmniej baśniową z baśni? To nie mogło urzekać, to nie miało urzekać. Pewnie stąd też narracja drugoosobowa, chociaż ona też pojawiła się bez mojego większego wpływu, ot, po prostu tak w jednej trzeciej zorientowałam się, że piszę w drugiej osobie. Chciałam, żeby Dziewczynka z zapalniczką była jak Sin City – czarno-biała, mroczna, beznadziejna. I to szczęśliwe zakończenie też miało być na miarę Sin City. Bohaterka ratuje Kornelię, w której widzi wcześniejszą siebie, od własnego losu – ale jedynym na to sposobem jest morderstwo. Złamała już wszystkie przykazania, nie ma nic do stracenia – ale czuje nadzieję. Zabiera Kornelii ojca – ale oddaje jej dzieciństwo, młodość.&lt;br /&gt;I ostatni obraz, kiedy zamiast sztywnego trupka z garścią wypalonych zapałek mamy dziewczynę z zapalniczką w kieszeni... to mi się nawet podobało, nieskromnie mówiąc. &lt;br /&gt;Ja też chcę zapalniczkę. Zapalniczka jest dobra, bo można mieć taki sam płomyczek na każde zawołanie, kiedy się tylko chce, a potem dolać benzyny i znów zapalać, znów się ogrzewać. Nie tak, jak głupie zapałki – trzask, błysk, smród i koniec. Zapalniczka daje nadzieję.&lt;br /&gt;Co nie znaczy że pochwalam palenie. (Tak, Arian, to do Ciebie też :P)&lt;br /&gt;I jeszcze jedno, co nie przestaje mnie zastanawiać: dlaczego, na jakiej podstawie, niektóre z oceniających uważają, że na przykład ja mogę lepiej?&lt;br /&gt;</content>
  </entry>
  <entry>
    <id>urn:lj:livejournal.com:atom1:manarai:6065</id>
    <link rel="alternate" type="text/html" href="http://manarai.livejournal.com/6065.html"/>
    <link rel="self" type="text/xml" href="http://manarai.livejournal.com/data/atom/?itemid=6065"/>
    <title>Jakby trumna...</title>
    <published>2007-12-11T19:25:58Z</published>
    <updated>2007-12-11T20:45:18Z</updated>
    <lj:music>Air - Cherry Blossom Girl</lj:music>
    <content type="html">Miałam napisać trumnę. Tak na oko z pół roku temu. Do &lt;a href="http://community.livejournal.com/multifandom_pl/73794.html#cutid1"&gt;Kwestii imidżu&lt;/a&gt; Idusia. I napisałam, nic, że dopiero teraz, ale napisałam. Tyle, że się oczywiście wymknęła spod kontroli. Więc tu, a nie pod oryginalnym tekstem. Plasiam.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Autor: ja. Tak jakby. Nie bić.&lt;br /&gt;Fandom: Supernatural&lt;br /&gt;Tytuł: Kwestia imidżu - alternatywa&lt;br /&gt;Ostrzeżenia: Genderswap; crack; spojlerów brak; totalne AU.&lt;br /&gt;Ilość słów: 1164... 115% normy :P&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a name="cutid1"&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Było ciemno.&lt;br /&gt;To znaczy byłoby ciemno, gdyby nie ten neon nad oknem, który pulsował czerwienią – żółcią – zielenią – wściekłym fioletem, a Sam Winchester wyglądał, jakby spał. To znaczy &lt;i&gt;nie wyglądał &lt;/i&gt;w ogóle. Znajdował się całkowicie pod kołdrą, kocem i dwiema poduszkami, w konfiguracji przypadkowej, i liczył dłuższe niż pięć sekund przerwy w pulsowaniu, za każdym razem wierząc, że jednak się zepsuje.&lt;br /&gt;&lt;i&gt;Trzysta dwadzieścia cztery.&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;Zdążył się właśnie w duchu ucieszyć, że z tej dyskoteki ma tylko obraz, bez dźwięku, kiedy usłyszał złowrogi szczęk otwieranego zamka. Postanowił robić dobrą minę do takiej gry, jaka mu się trafiła, i twardo udawać, że śpi. W ogóle się nie ruszać. A już na pewno się nie odzywać.&lt;br /&gt;Dean energicznie trzasnął drzwiami, z entuzjazmem cisnął pęk kluczy na stolik i zaczął parodiować Jamesa Browna.&lt;br /&gt;&lt;i&gt;- I feel good… I knew that I would!&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;Podeszwy jego butów cicho popiskiwały na podłodze z obskurnego linoleum. Sam naprawdę nie miał ochoty na pokaz tańca paratowarzyskiego z wczesnych lat osiemdziesiątych dwudziestego wieku, a poza tym żywił głęboką nadzieję, że to na przykład gimnastyka poranna. W końcu była już... trzecia? Wpół do czwartej?&lt;br /&gt;&lt;i&gt;- I feeel nice...&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;Skórzana kurtka z brzękiem sprzączek spadła na krzesło, pod którym na szczęście nie ugięły się nogi. Gimnastyka? &lt;i&gt;Ze striptizem…?&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;&lt;i&gt;- So good! &lt;/i&gt;– Dwa uderzenia o drzwi. &lt;i&gt;– So good! &lt;/i&gt;– To Dean zdjął buty. &lt;i&gt;– I got you!&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;Jeszcze kilka kroków, których zapewne nie powstydziłby się Michael Jackson w okresie największej świetności, i na sąsiednie łóżko runęło osiemdziesiąt kilka kilogramów zdrowego mężczyzny rasy białej. Runęło z impetem w głąb, bo Sam zdążył wcześniej przebadać oba meble pod kątem stopnia zużycia materaca i dla siebie wybrał to z twardszym. &lt;br /&gt;- Sam? Śpisz? – rzucił Dean dramatycznym szeptem.&lt;br /&gt;- A jak myślisz?&lt;br /&gt;- Że to dobrze, że nie śpisz, bo gdybyś przypadkiem spał, jeszcze miałbym wyrzuty sumienia, że cię obudziłem.&lt;br /&gt;Gdzieś głęboko w prześcieradłach Sam prychnął. Zamiast odpowiedzi.&lt;br /&gt;- Bo widzisz, bracie jedyny, chciałbym cię poprosić na świadka.&lt;br /&gt;- Obrony czy oskarżenia?&lt;br /&gt;- Dureń. Aktu!&lt;br /&gt;- Dean, ja naprawdę nie mam ochoty być świadkiem twoich aktów. Jakie by nie były.&lt;br /&gt;- Sam, tobie tylko jedno w głowie? – Dean aż uniósł się na łokciu.&lt;br /&gt;- W przeciwieństwie do ciebie? – Sam wciąż nie dawał się wywabić z pościeli, na zewnątrz reprezentowała go tylko jedna Wielka Stopa.&lt;br /&gt;- No, a o czym myślałeś?&lt;br /&gt;Sam wysunął spod poduszki koniec zadartego nosa.&lt;br /&gt;- O tym, że jest jedna rzecz, której bozia nikomu nie dała za mało. Wiesz, jaka?&lt;br /&gt;- Wzrost.&lt;br /&gt;- Czubek.&lt;br /&gt;- Chewbacca.&lt;br /&gt;Sam przeciągle warknął coś nieartykułowanego i potrząsnął kudłatą łepetyną.&lt;br /&gt;- Powiedz mi jeszcze raz, czemu ja to wszystko cierpliwie znoszę?&lt;br /&gt;- Bo chcesz zostać moim świadkiem.&lt;br /&gt;- Świadkiem? &lt;br /&gt;- Świadkiem na moim ślubie.&lt;br /&gt;Sam podniósł się do pozycji siedzącej i przeczesał włosy rozcapierzonymi palcami. Światło neona ujrzał dzięki temu nie tylko zadarty nos, ale również dwa oczyska.&lt;br /&gt;- Dean. Nigdy nie przypuszczałem, że to powiem, ale... – Odchrząknął. – Mój starszy bracie. Jesteś pijany w trzy dupy i pieprzysz od rzeczy. &lt;br /&gt;Dean westchnął ciężko i na wznak opadł na łóżko.&lt;br /&gt;- Wiedziałem. Nikt mnie nie rozumie. Nawet nie próbujecie, od razu tylko pijany i pijany.&lt;br /&gt;- Nie próbujecie? &lt;br /&gt;- No, ona też tak powiedziała. Że chyba o dwa piwa za dużo. I odwiozła mnie do motelu, rozumiesz? Dziewczyna! Mnie! Odwiozła!&lt;br /&gt;- Dałeś się odwieźć? Stary, a gdzie twój honor?&lt;br /&gt;Dean przewrócił się na brzuch i wymamrotał jakąś odpowiedź.&lt;br /&gt;- Że co? Że poszedł się kochać? Czyli zaliczyłeś? – dociekał z wrodzoną przenikliwością młodszy brat.&lt;br /&gt;- Sam! Ja ci się tu zwierzam, a ty o pożyciu intymnym...&lt;br /&gt;- Aha... nie zaliczyłeś?&lt;br /&gt;- Spadaj. Zakochałem się!&lt;br /&gt;Zapadła niezręczna cisza, w której dżinsy Deana robiły się czerwone – żółte – zielone – wściekle fioletowe – znów czerwone, a Sam drapał się za lewym uchem i przebiegał w myślach wszystkie znane sposoby na sprawdzenie, czy to aby nie sen.&lt;br /&gt;- A skąd wiesz? – spytał wreszcie ostrożnie.&lt;br /&gt;- Jak to skąd wiem! – wybuchł Dean w odpowiedzi. – Od razu wiedziałem, jak tylko ją w drzwiach zobaczyłem! Te oczy, te usta, te włosy, te ruchy... ten głos, kiedy się przedstawiła... słuchaj, powiedziała tylko dwa słowa: „Jestem Diana”. I ja już wiedziałem. To musiał byś impuls. Tylko ona, żadna inna. Gdybyś tylko wiedział, jak ona całuje. I jakie ma ręce, takie pewne i takie... no, wszędzie...&lt;br /&gt;Sam parsknął.&lt;br /&gt;- Zazdrosny jesteś! – zaperzył się Dean.&lt;br /&gt;- Tja, bo wszyscy właśnie o tym marzymy. Żeby być pokąsanym przez napaloną ośmiornicę.&lt;br /&gt;- Przez co?&lt;br /&gt;- &lt;i&gt;Octopus vulgaris.&lt;/i&gt; Też się lubi poprzytulać.&lt;br /&gt;- Sam jesteś vulgaris, perwersie. Ona nie ma niczego vulgaris, wszystko ma takie... no, po prostu doskonałe! Spojrzenia, uśmiechy, powiedzonka, skórzaną kurtkę, obcisłe spodnie. Mówię ci, ideał.&lt;br /&gt;- Im dłużej cię słucham, tym bardziej mam wrażenie, że mówisz o sobie. Ej, a czym cię odwiozła?&lt;br /&gt;- Jak to czym, Impalą.&lt;br /&gt;- Impalą?&lt;br /&gt;- Impalą. &lt;br /&gt;- Ale jaką Impalą?&lt;br /&gt;- No moją! Znasz jakąś inną?&lt;br /&gt;- To czyja stała tu cały czas przed motelem?&lt;br /&gt;Dean nieco się zacukał.&lt;br /&gt;- ...stała?&lt;br /&gt;- Stała. I stoi. Tam, gdzie ją postawiłem. Zaraz po tym, kiedy cię odwiozłem do tego baru, czego teraz serdecznie żałuję.&lt;br /&gt;- Czyli ona ma Impalę. Czarną Impalę, rocznik ’67. Z fotelem pasażera zablokowanym w pozycji maksymalnie do tyłu, stosem pudełek po żarciu na wynos na tylnym siedzeniu i Zeppelinami w magnetofonie. Sam, to chyba jakaś sprawa dla nas. &lt;br /&gt;Sam przytaknął tyleż energicznie co nieszczerze.&lt;br /&gt;- A może to antropomorficzna personifikacja twojego lęku kastracyjnego? – Starszy brat obdarzył go spojrzeniem tęskniącym za tym, czego bozia podobno nikomu nie dała za mało. – Laska ma Impalę, a ten histeryzuje. Amant się znalazł od siedmiu boleści.&lt;br /&gt;- Przede wszystkim, Sam, język! Nie „laska”, to takie uwłaczające. Dziewczyna. Kobieta... – Dean westchnął.&lt;br /&gt;- Dean, to był przypadek! Zbieg okoliczności! – żachnął się Sam.&lt;br /&gt;- Zbieg? Jaki zbieg! Nogi ci się w kolanach zbiegają, ćwoku.&lt;br /&gt;- A tobie się rozchodzą, palancie.&lt;br /&gt;- I co z tego. Jej się i tak podobały.&lt;br /&gt;- Skąd wiesz?&lt;br /&gt;- Nie dało się ukryć, wiesz. Zwłaszcza po tym, jak... ale nie, za młody jesteś.&lt;br /&gt;„Za młody” wydobył z siebie potępieńczy jęk.&lt;br /&gt;- Dean. Następnym razem, jak będziemy obserwować jakąś knajpę, to ja pomagam barmanowi. Zrozumiano?&lt;br /&gt;- Młody, ale...&lt;br /&gt;- Żadne ale. Przynajmniej nie dam się wyrwać na pizzę, zgrzewkę piwa i Zeppelinów. A teraz weź grzecznie aspirynkę i lulu. Może ci się przyśni ta... jak jej było?&lt;br /&gt;- Diana. Diana Remington.&lt;br /&gt;Sam wymownie zakopał się znowu w pościeli, mrucząc pod zadartym nosem coś o antropomorficznych personifikacjach. Dean wciąż leżał na wznak i raz po raz wzdychał z głębi serca.&lt;br /&gt;- Sam? Ale myślisz, że zadzwoni?&lt;br /&gt;- Kto?&lt;br /&gt;- Diana. Przecież nie angielska królowa.&lt;br /&gt;- A ma twój numer?&lt;br /&gt;- Dałem jej. Zapisałem na serwetce.&lt;br /&gt;- To pewnie zadzwoni. Do ciebie by miała nie zadzwonić?&lt;br /&gt;- No właśnie... Tak jakoś, wiesz, jakby nieuważnie tę serwetkę chowała.&lt;br /&gt;- Śpij już, kretynie. Jutro będzie lepiej.&lt;br /&gt;Znów zapadła cisza. Sam doliczył się trzysta dwudziestej piątej przerwy w pulsowaniu neonu, kiedy Dean wypuścił ostatni przed zaśnięciem pocisk.&lt;br /&gt;- Sam? A może ty też byś chciał użyć życia? Bo wiesz, ona ma siostrę...&lt;br /&gt;Sam rzucił w niego poduszką.&lt;br /&gt;</content>
  </entry>
  <entry>
    <id>urn:lj:livejournal.com:atom1:manarai:3992</id>
    <link rel="alternate" type="text/html" href="http://manarai.livejournal.com/3992.html"/>
    <link rel="self" type="text/xml" href="http://manarai.livejournal.com/data/atom/?itemid=3992"/>
    <title>[ T ] Niech przyjdzie Mściciel</title>
    <published>2007-10-03T16:30:13Z</published>
    <updated>2007-10-03T16:30:13Z</updated>
    <lj:music>Annie Lennox&amp;Kate Bush - When The Rain Came Down</lj:music>
    <content type="html">Dziś, bo tak.&lt;br /&gt;Prawie jak angst. A może jak deathfik?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Oryginał: &lt;a href="http://esorlehcar.livejournal.com/373622.html#cutid1"&gt;http://esorlehcar.livejournal.com/373622.html#cutid1&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Tytuł: Prayers to Summon the Destroying Angel&lt;br /&gt;Przekład: ja&lt;br /&gt;Beta: Id&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a name="cutid1"&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Niech przyjdzie Mściciel &lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Trzy dni, cztery godziny i sześć minut, odkąd Dean się obudził.&lt;br /&gt;Trzy dni, cztery godziny i pięć minut, odkąd Sam, blady i mizerny, wyszeptał „Przykro mi” w odpowiedzi na pytanie o ojca, które Dean zdołał jakoś wykrztusić przez piekące, zaciśnięte gardło.&lt;br /&gt;Trzy dni, cztery godziny i pięć minut, odkąd świat Deana się zawalił.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;***&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dean czuje ból, nudności i zwyczajne, fizyczne wyczerpanie. Pokój śmierdzi szczynami i lizolem, wokół pełno starych, chorych, umierających. Łóżko jest za krótkie, żarcie wstrętne, a Sam siedzi obok z wyrazem tak strasznego współczucia na twarzy, że chce się wyć. Najgorzej jest, kiedy Sam mówi, mówi aż straci głos albo aż Dean się odwróci, ale najgorzej jest, jeśli nic nie mówi, a najgorzej jest, kiedy go nie ma.&lt;br /&gt;Cztery dni, osiem godzin i dwanaście minut, a Dean myśli, że umierać było łatwiej.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;***&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ojciec leży w pudełku na stole.&lt;br /&gt;Ojciec leży w pudełku na stole i już nigdy nie będzie nigdzie indziej.&lt;br /&gt;Już nigdy nie będzie polował, nie będzie się śmiał ani krzyczał, nie klepnie Deana w plecy i nie powie do niego „synu”. Już nigdy nie spojrzy z dumą na Sammy’ego, kiedy ten nie będzie mógł tego zobaczyć. Już nie ma oczu. Nie ma twarzy, nie ma głosu, wszystko spalone.&lt;br /&gt;Ojciec leży w pudełku na stole i tak kończy się jego historia.&lt;br /&gt;Sześć dni, dziesięć godzin i dziewiętnaście minut. Dean zaczyna rozumieć, co to znaczy – stracić.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;***&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Popiół niczego nie przypomina. Jest szarą, bezkształtną masą, zbitą i dziwnie nieruchomą, aż do chwili, w której uleci z wiatrem. Sammy płacze, płacze naprawdę, jak wtedy, kiedy był jeszcze za mały, żeby wiedzieć, że nie powinien, łzy ciekną mu po twarzy, a szloch wstrząsa całym jego ciałem, i gdyby Dean był lepszym człowiekiem, niż jest, nie pozwoliłby, żeby robił to sam. Gdyby był lepszym człowiekiem, wziąłby od niego to brzydkie, tanie, kartonowe pudełko i pomógłby oddać ziemi ciało ojca.&lt;br /&gt;Ale nie ma dość powietrza, by oddychać, jest zbyt ciemno, by widzieć, nawet jeśli świeci słońce, a Dean wysila całą wolę, by utrzymać się na nogach. Sam płacze i rozsypuje na wietrze brudne garście niczego, co jeszcze niedawno było ich ojcem, a Dean wbija wzrok w ziemię i stara się nie upaść.&lt;br /&gt;Osiem dni, trzy godziny i czterdzieści siedem minut, i to już koniec.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;***&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Łóżko jest twarde, a pościel szorstka. Dean nie może spać, nie chce spać. Śni sny, których nie pamięta, budzi się drżący, pusty i na wskroś zimny. Nienawidzi Sama, nienawidzi go za żal, za współczucie, za miłość, za to, że jest przy nim wtedy, kiedy się budzi. Nienawidzi tego, jak Sam go trzymał, kołysał jak dziecko, kiedy nie było już ojca, a nogi Deana przestały podtrzymywać ciężar jego ciała. Nienawidzi tego, że Sam wciąż chce od nowa poskładać te potłuczone skorupy, jakby z tego, co zostało, można było jeszcze cokolwiek złożyć.&lt;br /&gt;Osiem dni, dziewiętnaście godzin i dwadzieścia trzy minuty. Dean czuje w gardle popiół.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;***&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zwłoki Impali leżą za domem Bobby’ego, Sam wciąż się wokół nich kręci. Chce, żeby to, co martwe, wróciło do życia. Ale śmierć jest wieczna, śmierć nie daje drugiej szansy, a Dean już dość się w tym życiu nadotykał skorup tego, co kiedyś kochał.&lt;br /&gt;Dziewięć dni, dwie godziny i pięćdziesiąt dwie minuty, a Dean chce, żeby świat się zatrzymał.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;***&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jest słońce, jest wiatr i jest krajobraz Dakoty Południowej, pusty i płaski, od domu Bobby’ego do nieskończoności. Jest Bobby, wrażliwy zrzęda, który podaje swoją piersiówkę, ale nigdy nie zmusza do rozmowy. Jest pick-up ojca, jest szczeniak Bobby’ego, jest tyle broni, że można by wystawić oddział wojska. Jest Sam, cichy i nieustępliwy, prący naprzód, jakby jeszcze było dokąd iść.&lt;br /&gt;Dziesięć dni, cztery godziny i siedem minut. Dean próbuje złapać oddech.&lt;br /&gt;</content>
  </entry>
  <entry>
    <id>urn:lj:livejournal.com:atom1:manarai:3252</id>
    <link rel="alternate" type="text/html" href="http://manarai.livejournal.com/3252.html"/>
    <link rel="self" type="text/xml" href="http://manarai.livejournal.com/data/atom/?itemid=3252"/>
    <title>Tak, ja też.</title>
    <published>2007-09-17T23:55:53Z</published>
    <updated>2007-09-17T23:56:22Z</updated>
    <lj:music>Cyndi Lauper - True Colours</lj:music>
    <content type="html">&lt;i&gt;"If there are one or more people on your friends list who make your world a better place just because they exist, and who you would not have met (in real life or not) without the Internet, then post this same sentence in your journal."&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jeśli jest na Twojej fliście przynajmniej jedna osoba, która samym swoim istnieniem sprawia, że Twój świat jest lepszym miejscem i której nie poznałabyś, gdyby nie Internet, zamieść to zdanie na Twoim journalu.&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ja wprawdzie uważam, że nie musiałam tego wklejać, bo jestem raczej transparentna pod tym względem. Ale może jednak musiałam? Odrobina łopatologii?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Są tu osoby, dzięki którym rano chce się wstawać, a wieczorem nie chce się iść spać. Nie będę pokazywać palcami, ale - no właśnie. Mój świat jest lepszym miejscem. I za to dziękuję.&lt;br /&gt;Jacyś chętni do poznania tego lepszego miejsca - moje gg: 10086638.</content>
  </entry>
  <entry>
    <id>urn:lj:livejournal.com:atom1:manarai:2574</id>
    <link rel="alternate" type="text/html" href="http://manarai.livejournal.com/2574.html"/>
    <link rel="self" type="text/xml" href="http://manarai.livejournal.com/data/atom/?itemid=2574"/>
    <title>[ T ] dysleksja</title>
    <published>2007-08-22T00:09:22Z</published>
    <updated>2007-08-22T00:17:19Z</updated>
    <content type="html">Dokonano tłumaczenia.&lt;br /&gt;Przed Państwem abrupte(namegoeshere) i jej &lt;i&gt;dysleksja&lt;/i&gt;.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Oryginał: &lt;a href="http://namegoeshere.livejournal.com/113259.html"&gt;dys·lex·i·a&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Autor: abrupte(namegoeshere)&lt;br /&gt;Przekład: manarai&lt;br /&gt;Beta: Aglaia, Idril&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Przekład:&lt;br /&gt;&lt;a name="cutid1"&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;dysleksja&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;zespół różnorodnych, często dziedzicznych zaburzeń procesu uczenia się, obejmujący upośledzenie rozumienia i przetwarzania słowa pisanego; zazwyczaj objawia się trudnościami w czytaniu i pisaniu&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;†&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pewnego popołudnia Sam przynosi z przedszkola „Tam, gdzie czają się potwory”. Fascynują go kolorowe obrazki i czarne mrówki liter na każdej stronie. &lt;br /&gt;Dean ma dziewięć lat i brnie przez „Źródło młodości” jak przez smołę, wreszcie ze wstrętem rzuca książkę w kąt. Jest dopiero w czwartej klasie, a już nienawidzi szkoły, nienawidzi mozolnego przedzierania się przez zapisane drobnym drukiem strony, przez słowa, z którymi coś jest nie tak.&lt;br /&gt;Nienawidzi tego, jak Sam na niego patrzy, wyciągając w jego kierunku cienką, kolorową książeczkę.&lt;br /&gt;- Dean, poczytasz mi?&lt;br /&gt;Wciąż tego tak naprawdę nie umie, potrzebuje całych godzin, żeby zrozumieć, co ma zadane do domu... ale przecież bratu nie może odmówić.&lt;br /&gt;Razem przyglądają się obrazkom, Sam siedzi przy nim na tapczanie, a Dean snuje opowieść, która nie ma nic wspólnego z tym, co jest w książce. Zbyt ciężko odczytać te wszystkie litery, a on jest zbyt zmęczony, żeby znów próbować. Nie chce marnować czasu na domysły, nie chce, żeby Sammy zobaczył, jakie to trudne.&lt;br /&gt;Następnego dnia pani w przedszkolu czyta dzieciom na głos tę samą książkę. Sam mówi, że pani nie umie czytać.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;†&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dean jest w piątej klasie. Nauczycielka mówi Johnowi, że jego syn się nie stara.&lt;br /&gt;- Rozumiem, że przeprowadzka w połowie roku szkolnego to dla niego trudne doświadczenie, ale on nawet nie otwiera podręczników. W ogóle nie uważa na lekcjach.&lt;br /&gt;John kładzie Sammy’ego spać, a potem sadza starszego syna na tapczanie.&lt;br /&gt;- Ja się staram – mówi Dean. – To tylko... to nie wychodzi. Ale ja się staram, tata. Naprawdę.&lt;br /&gt;Wtedy John już wie, że nauczyciele nie mają o niczym pojęcia, że nic nie robią dla Deana. Dokładnie tak, jak dla niego, kiedy był w tym wieku.&lt;br /&gt;- Dlaczego nic nie mówiłeś?&lt;br /&gt;- Nie chciałem, żebyś myślał, że jestem głupi.&lt;br /&gt;John uśmiecha się i mierzwi włosy swojego dziesięcioletniego syna.&lt;br /&gt;- Nie jesteś głupi. &lt;br /&gt;Dean jest po prostu inny. Jest taki, jaki był zawsze John, i dlatego John to rozumie.&lt;br /&gt;- Przynieś zeszyty, pomogę ci. Razem coś wymyślimy, zobaczysz.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;†&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dean dochodzi do wniosku, że jedenastoletni Sam jest mądrzejszy, niż ustawa przewiduje. Myśli, że zjadł wszystkie rozumy – a jego starszy brat czasem podejrzewa, że może mieć rację. Na przykład kiedy siedzą razem przy stole w kuchni, a Sammy pochyla się nad brudnopisem wypracowania, które Dean ma oddać na angielski. Tłumaczy jakieś zawiłości zdań podrzędnie złożonych, a Dean nie jest do końca pewien, czy wie, co to takiego. Sam jest dopiero w szóstej klasie, ale jeszcze tego samego wieczora udaje mu się poprawić całe ćwiczenie – podaje bratu plik zapisanych kartek. &lt;br /&gt;To nie pierwszy raz, kiedy młody odrabia za niego lekcje, nawet jeśli Dean jest już w szkole średniej, a Sam dopiero w szóstej klasie. Czasem myśli, że może powinien się wstydzić, że zalicza niektóre przedmioty tylko i wyłącznie dzięki młodszemu bratu. Ale to przecież nie jego wina, że Sam po prostu to wszystko rozumie. Dean nie ma bladego pojęcia o zdaniach podrzędnych i imiesłowach uprzednich, a jego składnia kuleje – nawet jeśli naprawdę wie, co i o czym chce pisać.&lt;br /&gt;- I tak to, co ty dostajesz do domu, jest fajniejsze, niż moje lekcje – mówi Sam. – Wszystko, poza fizyką. Tego nie łapię.&lt;br /&gt;Fizyka to właściwie jedyny przedmiot, który Dean lubi. Każde zadanie może sobie rozrysować i w ten sposób znaleźć odpowiedź. Największe problemy ma z obliczeniami, ale jeżeli sprawdzi wszystko kilka razy, zazwyczaj wyłapuje błędy.&lt;br /&gt;Trzy dni później przyjeżdża po Sama pod szkołę i zabiera go na lody.&lt;br /&gt;- Dostałeś cztery mniej z wypracowania.&lt;br /&gt;- Tylko tyle? – pyta Sammy, zawiedziony. – Z poprzedniego było cztery plus...&lt;br /&gt;- Niektóre moje pomysły mu się nie podobały. – Dean z uśmiechem mierzwi bratu włosy, nie zwracając uwagi na jego zdegustowaną minę. – Nie twoja wina.&lt;br /&gt;Właściwie też jest trochę zawiedziony, bo „Buszujący w zbożu” to jedna z niewielu książek, które naprawdę mu się podobały. Przeczytał ją całą, mimo że potrzebował na to dwóch tygodni, mimo że z każdym kolejnym rozdziałem musiał walczyć. A kiedy dwa miesiące później wyjeżdżają, Dean nie oddaje książki do szkolnej biblioteki, tylko wrzuca ją do bocznej kieszeni torby z ubraniami. &lt;br /&gt;Nie wydaje mu się, żeby jeszcze kiedykolwiek miał ją czytać, ale chce ją mieć.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;†&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dean pomaga ojcu w rozwiązaniu sprawy, uzbrojony w stosy notatek i zdjęć, i pudełko szpilek z kolorowymi łebkami. Sam też próbuje, też chce dokładać kartki tam, gdzie wydaje mu się, że powinny wisieć, przypina coś obok czegoś, co wydaje się mieć z tym jakiś związek, ale Dean zaraz przekłada to na drugi koniec pokoju.&lt;br /&gt;- To tu nie pasuje.&lt;br /&gt;John i Dean wiedzą, co gdzie pasuje, a dla Sama to wszystko jest jednym wielkim bałaganem, bez żadnego systemu i zasad. Nad wycinkami z gazet, fragmentami raportów koronera i cytatami z książki o symbolach satanistycznych tkwią hasła wypisane dużymi, drukowanymi literami – pismem Deana. John przynosi kolejne kartki, kolejne stare, pomarszczone zdjęcia, które dokłada w pustych miejscach.&lt;br /&gt;Tym razem Dean nie protestuje, nie mówi, że to nie pasuje. Sam zaciska zęby. Dean włącza Metallikę, jak zawsze wtedy, kiedy musi się skupić, siada na łóżku i wpatruje się w ten chaos, jak gdyby była w nim ukryta odpowiedź. Sam nie rozumie, jak ktokolwiek mógłby tam cokolwiek wypatrzyć. Wreszcie daje za wygraną i wraca do podręcznika historii.&lt;br /&gt;Ta ściana i wszystko, co na niej jest, to symbol tajnego kodu, kodu Johna i Deana, którego Sam nigdy nie miał szans pojąć. Winchesterowie są rodziną wyrzutków, ale Sam jest wyrzutkiem nawet między nimi. Nie rozumuje tak jak oni. Nie potrafi starannie ułożyć informacji w ten ich szalony sposób i na tej podstawie dojść do jakichś wniosków. Czasem myśli, że po prostu mówią jakimś innym językiem, takim, którego nie można się nauczyć na żadnym kursie.&lt;br /&gt;Mija druga minuta „Sad But True”. Dean nagle odwraca się do ojca.&lt;br /&gt;- Sprawdzaliśmy już cmentarz nad rzeką?&lt;br /&gt;- Nie, nie przypuszczałem, że tam coś będzie.&lt;br /&gt;I Sam nie musi nawet się odwracać. Wie, że Dean się uśmiecha, bo w jakiś sposób wyczytał to ze ściany, zupełnie jak gdyby te zdjęcia, które przyniósł John, wypełniły jakąś lukę. Jak gdyby były brakującym elementem układanki.&lt;br /&gt;Żadne z nich nie przedstawia cmentarza nad rzeką.&lt;br /&gt;- Musimy tam rano pojechać – mówi Dean. I Sam wie, że pewnie ma rację.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt; †&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Na studiach Sam wreszcie czuje się normalny. Ludzie wokół niego myślą liniowo, wprost, bez żadnych tajnych kodów. Kolejne zadania to nie zagadki sformułowane w języku, który znają tylko jego ojciec i brat – nikt tu nie kieruje się ich tajemniczymi regułami. Nie ma tych sekretnych miejsc, gdzie nie można położyć kawałka papieru. Wszystko porządkuje się według nazwy, daty albo miejsca.&lt;br /&gt;Jess robi listy. Całe mieszkanie jest ich pełne: listy zakupów, listy rzeczy do zrobienia, listy prezentów świątecznych, listy zadań domowych, listy książek, listy urodzin. Sam to uwielbia. Uwielbia to, że są zrozumiałe na pierwszy rzut oka – tak proste i łatwe jak oddychanie. Nigdy i nigdzie nie czuł się tak bardzo „u siebie”, jak w tym mieszkaniu. O każdej rzeczy wie dokładnie, dlaczego leży tam, gdzie leży.&lt;br /&gt;Ale kiedy męczy się z pracą zaliczeniową z literatury amerykańskiej i musi się skupić, kupuje w sklepie za rogiem „...And Justice For All” z drugiej ręki. Pamięta, jak poprawiał wypracowania brata – siedział przy stole i próbował rozszyfrować zagmatwane wstępne szkice. Zawsze były tam dobre pomysły, ukryte gdzieś wśród błędów ortograficznych i urwanych fragmentów zdań. Wypracowanie Deana było chaosem, nie miało żadnego planu, żadnego określonego kierunku – to on musiał je uporządkować, przetłumaczyć myślenie brata na angielski, żeby inni też mogli go zrozumieć.&lt;br /&gt;I właśnie wtedy, stojąc w sklepie ze świeżo kupionym albumem Metalliki w rękach, Sam zaczyna się zastanawiać, czy to nie jest jakaś wskazówka. Może w tym, co nazywał ich tajemnym kodem, też coś się kryje. Może gdyby bardziej się postarał, potrafiłby znaleźć klucz do tego chaosu, tak, jak potrafił rozpracować zadania domowe Deana.&lt;br /&gt;Kiedy wreszcie wraca do domu i spogląda na książkę leżącą na brzegu biurka, „Buszującego w zbożu”, od razu przypomina sobie, że już o tym pisał, że kiedyś poprawiał wypracowanie Deana na dokładnie ten temat. Odnajduje we właściwym pudełku na dnie szafy stare, pożółkłe arkusze papieru. Właściwie nie jest pewien, czemu wciąż je trzyma. Może dlatego, że to jedyna praca, której Dean nie wyrzucił, tylko dał bratu, żeby pokazać mu wielkie „cztery minus” w prawym górnym rogu.&lt;br /&gt;Sam przepisuje to wypracowanie na komputerze. Nie zmienia dużo, poprawia tylko literówki, które zrobił dziesięć lat wcześniej. Nie przejmuje się nieco koślawym stylem. W opinii Deana był bardzo mądrym jedenastolatkiem, ale przecież tylko jedenastolatkiem, więc pewnych rzeczy po prostu nie chce zmieniać. A poza tym jest bardzo ciekawy, jak w Stanford ocenią coś, co napisał w szóstej klasie.&lt;br /&gt;Następnego dnia oddaje pracę na zaliczenie, a tydzień później dostaje ją z powrotem. W prawym górnym rogu widzi wielkie cztery minus, a pod nim komentarz: „Świetne pomysły, ale nad kompozycją można by jeszcze trochę popracować. Oprócz tego praca jest poniżej limitu słów.”&lt;br /&gt;Nigdy wcześniej ani później Sam nie oddał w Stanford nie swojej pracy.&lt;br /&gt;Nigdy wcześniej ani później nie chciał zadzwonić do Deana tak bardzo.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;†&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dean już nie przyczepia wszystkiego do ścian, a Sam zdaje sobie sprawę, że to była metoda jego ojca, nie brata. Dean rozkłada wszystko na podłodze, na małym stoliku w rogu, na każdym dostępnym fragmencie płaskiej powierzchni. Kiedy Sam wraca myślami do pokoju ojca w Jericho, rozumie już, że te ściany, do których przywykł, dorastając, były kompromisem między całkowitym chaosem Deana i nieco bardziej uporządkowanym podejściem Johna. Kartki, które Sam musi bardzo uważnie obchodzić dookoła, żeby ich przypadkiem nie podrzeć lub nie pobrudzić, nie mają już żadnych opisów ani nagłówków.&lt;br /&gt;- Dean – mówi wreszcie, kiedy papiery panoszą się już nie tylko na łóżku brata, ale na jego własnym również – właśnie po to ludzie kiedyś wymyślili stoły.&lt;br /&gt;Dean siedzi na krześle w kącie pokoju i bacznie obserwuje ten bajzel, którego narobił w całym pokoju. Podnosi głowę.&lt;br /&gt;- Hmm?&lt;br /&gt;Sam wzdycha i zaczyna układać kartki ze swojego łóżka w równy stosik.&lt;br /&gt;- Patrz, jaki bałagan. Rozłóż to sobie na stole albo powieś na ścianie. &lt;br /&gt;Dean już jest na nogach, wprawnie obchodzi porozkładane na podłodze wycinki.&lt;br /&gt;- Młody, to nie tak. Wszystko popieprzyłeś. – Bierze plik papierów i przekłada je szybko, układa je w zupełnie innej kolejności, dla Sama równie przypadkowej. – Dobra, zaraz to zabiorę.&lt;br /&gt;Potem Dean rozkłada swoje notatki już tylko na własnym łóżku – wciąż ten sam chaos, tylko ściśnięty, zredukowany na mniejszej przestrzeni. Jeśli w tym szaleństwie jest metoda, Sam nie potrafi jej zobaczyć, tym bardziej teraz, kiedy Dean już nie robi opisów, które dodawał na użytek ojca. Czuje się dziwnie obco, bo nie rozumie pracy Deana, nie umie dać mu wskazówek, nie wie, jak mógłby pomóc.&lt;br /&gt;- Masz coś? – pyta wreszcie.&lt;br /&gt;- Nie. Jeszcze czegoś brakuje.&lt;br /&gt;Kiedy kładą się spać, Dean zgarnia papiery ze swojego łóżka i robi z nich krzywą stertę, z której na wszystkie strony wystają pozawijane rogi i naddarte brzegi kartek. Sam nawet nie musi pytać, już wie, że każdy szczegół ma swoje znaczenie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;†&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;- Nie możesz tego tu wkładać – mówi Dean, zerkając na brata ponad stołem.&lt;br /&gt;W barze jest pusto i cicho. Sam kolejny raz bezskutecznie próbuje umieścić nową stronę w dzienniku ojca.&lt;br /&gt;- To ostatnia strona. Czemu nie? – Wie, że strony są uporządkowane według jakiegoś tajemniczego klucza, ale kiedy jest ich tylko dwóch, łatwiej sobie wyobrazić, że to nie tajemnica, tylko jakieś dziwactwo czy natręctwo Deana.&lt;br /&gt;Ma nadzieję, że Dean poda jakiś powód, powie coś, co będzie można zrozumieć, zapamiętać i wykorzystać, kiedy problem się powtórzy. Ale nie, Dean mówi tylko, że kosiarze mają być z przodu.&lt;br /&gt;Sam patrzy na kartki, które trzyma w rękach, i na otwarty dziennik, i próbuje domyślić się zasady. Nieświadomie wygładza zagięty róg, a w tym samym momencie Dean wyciąga rękę i zagina go z powrotem. Kolejny szczegół, którego Sam nie pojmuje.&lt;br /&gt;- Ale to nie jest kosiarz – mówi powoli. Czuje, jak na jego czole formuje się zmarszczka. Wciąż nie rozumie, zupełnie nie rozumie Deana.&lt;br /&gt;- Genialne spostrzeżenie, Sherlocku – komentuje Dean, uśmiechając się jednocześnie do przechodzącej kelnerki. Sam tylko przewraca oczami i wtyka nową stronę gdzieś na początek dziennika, żeby Dean mógł ją sobie później włożyć dokładnie tam, gdzie będzie mu pasowała.&lt;br /&gt;Dean nie patrzy na menu – zamawia naleśniki, jajecznicę na bekonie i placki ziemniaczane z kiełbasą. Sam nie zastanawiał się nad tym nigdy wcześniej, ale właśnie zdaje sobie sprawę, że Dean prawie nigdy nie czyta menu, nie zawraca sobie głowy sprawdzaniem, co tam jest napisane, po prostu zamawia to, na co ma ochotę. Robił zupełnie inaczej, kiedy byli młodsi, a ojciec przez pół godziny studiował jadłospis i zastanawiał się, co chce zamówić – wtedy mówił po prostu: drugi raz to samo.&lt;br /&gt;To na pewno coś znaczy. Wszystko, co dotyczy Deana, coś znaczy, ale Sam tak naprawdę nie jest pewien, co. Nigdy nie jest pewien.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;†&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Czuje na sobie dziwne spojrzenie Sama, kiedy wyjmuje z torby zniszczoną książkę. Nienawidzi tego. Zupełnie jakby nie było mu wolno czytać książek. Albo jakby brat był zaskoczony, że po dwunastu latach tę jedną wciąż ma. &lt;br /&gt;To jego jedyna książka. Tyle razy była wrzucana na dno torby podróżnej i targana przez cały kraj, że już prawie zupełnie się rozpada.&lt;br /&gt;Nigdy nie czyta dużo na raz, bo nawet jeśli nie trwa to już tak długo, jak kiedyś, i tak trzeba mu czasu. Nie lubi czytać, nawet swojej ulubionej książki. Odkłada ją, kiedy zmęczy go przedzieranie się przez słowa, żeby dotrzeć do treści.&lt;br /&gt;Ale czasem, kiedy jest w nastroju, siada w twardym fotelu w mieszkaniu, które właśnie zajmują, słucha Sama stukającego w klawiaturę laptopa i próbuje sobie przypomnieć, gdzie ostatnio przerwał.&lt;br /&gt;- Ty właściwie czytasz tę książkę, czy tylko ją oglądasz? – pyta Sam godzinę później.&lt;br /&gt;Dean zagina stronę, żeby zaznaczyć miejsce, do którego dotarł i podnosi wzrok.&lt;br /&gt;- Co?&lt;br /&gt;- Od pół godziny nie przewróciłeś strony.&lt;br /&gt;Dean uśmiecha się i rozprostowuje zgięte plecy. &lt;br /&gt;- Ta strona mi się podoba – odpowiada i odkłada książkę z powrotem do torby.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;†&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Sam jest w bibliotece i szuka informacji do bieżącej sprawy, kiedy słyszy przypadkiem rozmowę jakiejś matki z bibliotekarką.&lt;br /&gt;- Moja dziesięcioletnia córka jest dyslektyczką, nienawidzi czytać. Szukam jakichś książek, które mogłyby ją zainteresować...&lt;br /&gt;Sam jest zaciekawiony, nawet jeśli nie jest pewien, czemu właściwie to słowo coś dla niego znaczy. Sprawdza jego znaczenie w słowniku, powtarza przeczytaną definicję. Czyta drugi i trzeci raz, szeptem, przesuwając palec wzdłuż linijek tekstu. „Dziedziczne zaburzenie procesu uczenia się. Specyficzne problemy związane z przyswajaniem i przetwarzaniem języka.” Mruczy pod nosem, wynotowując pośpiesznie najważniejsze punkty. „Do typowych objawów należą trudności w czytaniu i pisaniu, zwłaszcza z zachowaniem prawidłowej pisowni.”&lt;br /&gt;To coś znaczy. To element układanki, takiej jak te, z których Dean potrafi odczytać rozwiązanie. Ważny element. Branie pod uwagę takiej możliwości wydaje się nie w porządku, bo przecież nawet jeśli Dean nigdy nie lubił czytać i wciąż robi błędy ortograficzne, nigdy nie było powodów, by myśleć, że coś z nim nie tak.&lt;br /&gt;Czy naprawdę?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;†&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Sam patrzy na niego jakoś dziwnie i przesiaduje przed komputerem dłużej niż zwykle. Dean czuje się nieswojo, kiedy przegląda materiały do aktualnej roboty i próbuje ułożyć je w taki sposób, żeby wszystko było jasne, żeby zobaczyć rozwiązanie. Wie, że kilku elementów wciąż brakuje.&lt;br /&gt;- Młody, przestań się na mnie gapić! Próbuję tu myśleć!&lt;br /&gt;Sam przestaje. Odzywa się dopiero po jakimś kwadransie.&lt;br /&gt;- Dean, słyszałeś kiedyś o dysleksji?&lt;br /&gt;Dean nie odrywa się od papierów, ale uśmieszku też nie kryje.&lt;br /&gt;- Nie. A co to takiego? Złapałeś jakąś wstydliwą chorobę? – Przekłada kilka zdjęć na inne miejsca, żeby sprawdzić, czy wtedy zagadka się rozwiąże. – Bo jestem pewny, że z tą sprawą to nie ma nic wspólnego.&lt;br /&gt;- To upośledzenie procesu uczenia się – kontynuuje Sam. Dean pojmuje, że brat z jakiegoś powodu chce o tym porozmawiać i siada wygodniej, opierając się o zagłówek. – Dyslektycy myślą przestrzennie i miewają kłopoty z czytaniem i pisaniem.&lt;br /&gt;- Dobra. I co z tego? – Dean już domyśla się, do czego to zmierza, i wraca do układania materiałów we właściwej kolejności. Nie chce słuchać dalej, podejrzewa, jak to się skończy.&lt;br /&gt;Sam zamyka laptopa i patrzy na brata z drugiego końca pokoju.&lt;br /&gt;- Po prostu... to do ciebie pasuje, Dean. Zastanawiałem się, czy...&lt;br /&gt;Dean nie daje mu dokończyć.&lt;br /&gt;- Nie jestem upośledzony – ucina. – Podchodzę do niektórych rzeczy inaczej, niż ty. To nie ma żadnego znaczenia.&lt;br /&gt;- Ja tylko chciałem... Dean, ale to pasuje, pasuje do twojego zachowania, do tego, że musisz robić te dziwne notatki przy każdej sprawie, do...&lt;br /&gt;- Ej, czekaj, czekaj. Muszę? Ja nic nie muszę. Mógłbym to robić inaczej, ale tak mi wygodnie. Ty też masz swoje metody. – Dean wie, że jego sposoby są dziwaczne, że Sam ich nie rozumie, ale nie chce tego nazwać upośledzeniem, bo przecież tak naprawdę nigdy mu to nie przeszkadzało. Nigdy, odkąd skończył szkołę.&lt;br /&gt;- Ale to tylko...&lt;br /&gt;- Sam, ja naprawdę nie chcę o tym rozmawiać.&lt;br /&gt;Nie chce „czegoś mieć”, dowiedzieć się, że jest w jakiś sposób ograniczony. Słowo „dysleksja” drażni go, brzmi jak nazwa choroby. A o Deanie można przecież wiele powiedzieć, ale nie to, że jest chory. &lt;br /&gt;Wychodzi, zostawia brata samego przy stole w pokoju motelowym. Wróci dopiero kiedy będzie zupełnie ciemno, a Sam zdąży mu się osiem razy nagrać na pocztę z pytaniem, gdzie do cholery jest.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;†&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Sam kupuje Deanowi nowy egzemplarz „Buszującego w zbożu”.&lt;br /&gt;- Twój się rozpada – mówi kładąc go na stole.&lt;br /&gt;To eufemizm; grzbiet pękł w połowie i trzeba było obwiązać książkę gumką, żeby kartki nie powypadały. &lt;br /&gt;Dean podnosi wzrok znad tego, co właśnie robi – dłubie w czujniku EMF, coś musiało się obluzować, kiedy Sam go upuścił.&lt;br /&gt;- Dobra – mówi.&lt;br /&gt;Nie powie nic więcej, nie będzie dziękował, ale tak naprawdę jest wzruszony. Wie, że w ten sposób Sam chciał go przeprosić.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;†&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;- Mam dysleksję – stwierdza Dean pewnego wieczora nad pizzą. &lt;br /&gt;Sprawdził wszystko w sieci. Przez kilka godzin przeglądał strony internetowe – większość z nich jest o problemach dzieci, które jego już nie dotyczą. Kiedy on był dzieckiem, miał przy sobie Johna, a jeśli nie chciał albo nie mógł odrobić lekcji, zawsze robił to za niego Sam. Teraz już dobrze sobie radzi, potrafi tak zorganizować sobie świat, żeby wszystko było jasne. Przyznaje, że jest nazwa na jego sposób rozwiązywania codziennych problemów, ale nie chce tego uznać za upośledzenie.&lt;br /&gt;- Wiem – odpowiada Sam.&lt;br /&gt;Nie muszą mówić więcej. W ciszy kończą jeść.&lt;br /&gt;- To jak, idziemy na jakiś film, czy coś? – pyta wreszcie Dean, a Sam się uśmiecha. To przecież Dean, ten sam, co zawsze. Nieważne, czy ma dysleksję, czy nie.&lt;br /&gt;- Pewnie. – Sam robi krótką przerwę. – Wiesz, kiedy szukałem różnych rzeczy o dysleksji... podobno Steve McQueen był dyslektykiem.&lt;br /&gt;Dean się śmieje.&lt;br /&gt;- Chrzanisz...? Młody, ale jaja...&lt;br /&gt;</content>
  </entry>
  <entry>
    <id>urn:lj:livejournal.com:atom1:manarai:2307</id>
    <link rel="alternate" type="text/html" href="http://manarai.livejournal.com/2307.html"/>
    <link rel="self" type="text/xml" href="http://manarai.livejournal.com/data/atom/?itemid=2307"/>
    <title>Twój supernaturalny przyjaciel...</title>
    <published>2007-08-13T22:36:55Z</published>
    <updated>2007-08-13T22:39:42Z</updated>
    <lj:music>Garbage - Why Do You Love Me</lj:music>
    <content type="html">&lt;a name="cutid1"&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Tym razem w dwóch sprawach. Albo w trzech?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Po pierwsze – mam pojedynek. Pierwszy w życiu, a do tego supernaturalny. Sama wymyślałam warunki, ale te warunki mają chyba jakiś kryzys, albo to ja mam kryzys. Nie mówcie tego Serathe, ale pierwotna koncepcja tekstu chyba wzięła w łeb i będę musiała zaczynać polkę od początku. O tyle będzie sprawiedliwiej, że nie będę miała tych forów, które dawałoby mi pisanie na swoje warunki, ułożone pod tę koncepcję, która chyba właśnie wzięła w łeb – ale jak na tę chwilę mam jeszcze dwa tygodnie i rozstaję się z pierwotnym pomysłem. Na szczęście ustalona długość nie jest przerażająca, tak na oko będzie to około dwóch tysięcy słów. Sześć stron standardowych, przyjmując stronę standardową 1800 znaków ze spacjami.&lt;br /&gt;Może koncepcja jeszcze przyjdzie.&lt;br /&gt;Mam nadzieję. Przecież nie odwalę bulwy w pierwszym pojedynku, no...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W kwestiach tłumaczeniowych: wincest, którego się podjęłam, dojrzewa. Będzie. Ocenzurowany, ale będzie.&lt;br /&gt;Jeszcze przed wincestem będzie Dysleksja, zgodę na tłumaczenie której podstępnie podsiadłam Idusiowi. Będzie. Już niedługo.&lt;br /&gt;Niewykluczone, że będzie też pewna pierdółka Dean/Jo, przetłumaczona całe wieki temu, która wciąż siedzi na dysku w oczekiwaniu na betę... no, może będzie.&lt;br /&gt;Jeśli czas i beta pozwoli.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Po drugie – mam przyjaciół. &lt;br /&gt;Mam?&lt;br /&gt;Czy jest moim przyjacielem, nawet takim żurnalowym, ktoś, kto nie zamienił ze mną w życiu ani pół słowa, mówionego, pisanego, jakiegokolwiek?&lt;br /&gt;Na moim żurnalu nie pojawił się jeszcze żaden tekst, którego nie byłoby gdzieś indziej. Fikatonowe są na multifandom_pl, wszystkie inne – na Mirriel, nigdzie więcej mnie nie ma i najprawdopodobniej nie będzie. Ktoś, kto dodaje mnie do przyjaciół, jest zapewne zainteresowany mną jako osobą ludzką, a nie osobą piszącą, bo osobę piszącą można swobodnie śledzić gdzie indziej – czemu więc to zainteresowanie ogranicza się do kliknięcia na „Dodaj”? Przecież nie chodzi o nabijanie sobie licznika przyjaciół...?&lt;br /&gt;Tak, to jest w pewnym sensie pomyślane jako prowokacja.&lt;br /&gt;Mój numer gadu to 10086638. Użytkownik manarai posiada też adres mailowy w domenie gazeta.pl...&lt;br /&gt;Przyjaciele, dajcie się sprowokować!&lt;br /&gt;</content>
  </entry>
  <entry>
    <id>urn:lj:livejournal.com:atom1:manarai:1721</id>
    <link rel="alternate" type="text/html" href="http://manarai.livejournal.com/1721.html"/>
    <link rel="self" type="text/xml" href="http://manarai.livejournal.com/data/atom/?itemid=1721"/>
    <title>Grafomania stosowana</title>
    <published>2007-07-08T23:14:11Z</published>
    <updated>2007-07-08T23:18:44Z</updated>
    <content type="html">Nigdy nie mów nigdy, tak?&lt;br /&gt;Mam wrażenie, że od jakiegoś czasu nieustannie przełamuję fale i przekraczam granice. Ależ to wzniosłe, prawda? Gdyby mi ktoś pół roku temu powiedział, że nie tylko będę tłumaczyć, ale i napiszę coś swojego - nawet jeśli to tylko fanfiction - zaśmiałabym mu się w nos.&lt;br /&gt;Jak to się wszystko zmienia.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;To mówiłam ja, człowiek, który pomimo Wielkiej Histerii Dnia Trzeciego ukończył fikaton na multifandom_pl.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Podobno dobrze jest teksty zamieszczać na żurnalu, albo je przynajmniej linkować. To ja też, poniżej - z krótkim opisem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a name="cutid1"&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://mirriel.ota.pl/forum/viewtopic.php?t=5596&amp;amp;sid=cc5fd3d0f11f77878ad2fd49456c6dbb"&gt;Sorbet&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Pierwszy dłuższy tekst pisany samodzielnie po maturalnym wypracowaniu z polskiego. No, może nie do końca, ale prawie.&lt;br /&gt;Pierwsze fanfiction. I to nie gwiezdnowojenne, z którego wykiełkowałam, nie potterowskie, w którym siedziałam przez lata, ale właśnie supernaturalne.&lt;br /&gt;Ekstrapolacja na podstawie bardzo małej ilości danych - kilka odcinków z samego początku, nawet bez &lt;i&gt;Route 666&lt;/i&gt;, kilka tekstów anglojęzycznych, &lt;i&gt;W drodze&lt;/i&gt; Idril. Z perspektywy - dość odważna. Ale chyba nie nieudana.&lt;br /&gt;No i delikatny romans na odległość.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Fikaton 3, dzień pierwszy&lt;br /&gt;Prompt dnia pierwszego - cytat z Borowskiego, &lt;i&gt;nie ma granicy między światłem i cieniem, jesteśmy tylko ty i ja&lt;/i&gt;.&lt;br /&gt;&lt;a href="http://community.livejournal.com/multifandom_pl/54865.html#cutid1"&gt;Strony&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Już obejrzałam drugą serię do końca i wiem, że to było bardzo ryzykowne. Ale, jak to mądrze mówią po angielsku, ignorance is bliss. Błoga niewiedza.&lt;br /&gt;Teraz pewnie rozwiązałabym to inaczej, analogie gwiezdnowojenne też pewnie wprowadziłabym w jakiś inny sposób. Ale - jest tak, jak jest.&lt;br /&gt;Końcówka jest przeszarżowana. Jak kiedyś wpadnę na dobry sposób, to poprawię.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Fikaton 3, dzień drugi&lt;br /&gt;Prompt dnia drugiego - "Sound Of Silence".&lt;br /&gt;&lt;a href="http://community.livejournal.com/multifandom_pl/56932.html#cutid1"&gt;.45&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Drabblik, z którego nie jestem do końca zadowolona pod względem formalnym, ponieważ jest bardzo, bardzo silnie wzorowany na Nope i jej "Toy Box", drabblu przetłumaczonym przeze mnie jako "Za szkłem", który spowodował niedawno niezłą burzę na Zakazanym na Mirriel. Tak, wstawki w nawiasach też początkowo miał, choć nie tak drastyczne. Bo to jednak miało być wee i zdecydowanie bardziej fluffowe.&lt;br /&gt;Straciłam nadzieję, że kiedykolwiek zdołam napisać fluffa.&lt;br /&gt;&lt;a href="http://community.livejournal.com/multifandom_pl/56932.html#cutid2"&gt;Rozmowa&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;To też dla mnie nie jest angst. Bo tu nie ma zła, tu są tylko silne emocje. Nawet nie negatywne.&lt;br /&gt;Drabblik na pewno bardziej "mój" niż &lt;i&gt;.45&lt;/i&gt;, przede wszystkim pod względem formy. Ale tematyka też jest mi bliska. Okultyzm a sprawa polska, ouija a sprawa polska.&lt;br /&gt;Pierwszy zazwyczaj podobał się bardziej, ale nie było to regułą i to mnie cieszy...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Fikaton 3, dzień trzeci&lt;br /&gt;Prompt dnia trzeciego - różowy króliczek.&lt;br /&gt;&lt;a href="http://community.livejournal.com/multifandom_pl/62585.html#cutid1"&gt;Bardzo Specjalny Króliczek&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Dzień wielkiej klęski, dzień wielkiego kryzysu, dzień wielkiej histerii, po której ślady wciąż jeszcze widzę na każdym kroku. Za co jeszcze raz przepraszam wszystkich zainteresowanych.&lt;br /&gt;Cóż, wiedziałam, że ten promptowy króliczek nie mógł należeć do żadnego z chłopców. Jo pojawiła się całkiem sama, bez żadnego wspomagania. A potem pojawiła się ta historia, pojawił się Bill Harvelle ze swoim uśmiechem, długimi włosami i granatowym Jeepem Cherokee. I mam wrażenie, że pojawił się z własnej woli, całkowicie skończony i kompletny. Ja niczego nie wymyślałam.&lt;br /&gt;Zbetowane przez Idril i Nasię. Dzięki czemu jest skoncentrowane i nie rozłazi się po bokach.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Fikaton 3, dzień czwarty&lt;br /&gt;Prompt dnia czwartego - cytat z Kamasutry, &lt;i&gt;całowanie wytrącające&lt;/i&gt;.&lt;br /&gt;&lt;a href="http://community.livejournal.com/multifandom_pl/66725.html#cutid1"&gt;Dlaczego Dean Winchester pije tyle kawy&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Dedykowane Nasi na przeprosiny.&lt;br /&gt;To się urodziło jako koszmar Deana. Bohaterka pasowała zbyt dobrze, żebym mogła jej darować ten występ gościnny, a aluzje wincestowe na początku pojawiły się w ostatniej fazie.&lt;br /&gt;Poza tym - chyba nic nie mam do dodania. Oprócz tego, że ja naprawdę jestem przeciw wincestowi i za Dean/Jo, o.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Fikaton 3, dzień piąty&lt;br /&gt;Prompt dnia piątego - cytat z Herberta, &lt;i&gt;świat staje&lt;/i&gt;.&lt;br /&gt;&lt;a href="http://community.livejournal.com/multifandom_pl/68700.html#cutid1"&gt;Bliskie spotkanie&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;No, wiedziałam, że na ten prompt to ja napiszę albo crack, albo PWP. Gdybym chciała napisać to na poważnie, wyszłoby mi coś tak nieznośnie pretensjonalnego, że sama bym chyba czytać nie mogła.&lt;br /&gt;Ten tekst chyba najbardziej wyrwał mi się spod kontroli. Nie chodzi tylko o jego długość, ale też o końskie opisy, o narrację we fragmentach z dialogami, która miała być trzecioosobowa obiektywna, a wyszła subiektywna, o całokształt. Są tutaj niezłe momenty, ale ogólna idea się rozcieńczyła.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Fikaton 3, dzień szósty&lt;br /&gt;Prompt dnia szóstego - zrujnowana stacja benzynowa.&lt;br /&gt;&lt;a href="http://community.livejournal.com/multifandom_pl/72413.html#cutid1"&gt;Powroty&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Moim zdaniem najlepszy tekst z tych, które napisałam na fikaton. I chyba też najbardziej "mój".&lt;br /&gt;Co najdziwniejsze - wcale nie wiedziałam od poczatku, że to będzie tekst o Billu. To miała być historia jakiegoś polowania, odległa od kanonu, a Bill pojawił się w tym pomyśle stosunkowo późno i głównie dzięki Ellen Kubisia z dnia czwartego, "Przyzwyczajenia".&lt;br /&gt;Lubię ten tekst. Proszę o wybaczenie, ale po prostu go lubię.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Fikaton 3, dzień siódmy&lt;br /&gt;Prompt dnia siódmego - "Kiler".&lt;br /&gt;&lt;a href="http://community.livejournal.com/multifandom_pl/74665.html#cutid1"&gt;Ewakuacja&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Ależ ja się z tym męczyłam. Pomysł był, ale tak bardzo mętny i śliski, że co go chwyciłam, to się skubany wyślizgiwał. Ostateczny wygląd tekstu do ostatnich chwil był niepewny. Szlag by trafił takie śliskie pomysły.&lt;br /&gt;I w dalszym ciągu wypraszam sobie wincest, o. To była konieczność dyktowana serdecznym porywem czułego meskiego serca, a nie wincest.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Wnioski, refleksje, spostrzeżenia luźne&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;- lepiej jest pisać fanfiction znając fandom,&lt;br /&gt;- ale jak się go nie zna, można czasem odważyć się na więcej,&lt;br /&gt;- więc może niekoniecznie;&lt;br /&gt;- debiutant też może ukończyć fikaton,&lt;br /&gt;- pod warunkiem, że ma wsparcie,&lt;br /&gt;- ja miałam. To tylko i wyłącznie dzięki Tobie, Iduś.&lt;br /&gt;- histeria nie popłaca,&lt;br /&gt;- kwestie bety i stopnia jej ingerencji w tekst powinny być przez betującego i betowanego uzgodnione,&lt;br /&gt;- szczególnie w przypadku tekstów, których nie można odleżakować,&lt;br /&gt;- bo nie jesteśmy w stanie podejść do nich obiektywnie. Tzn. ja nie jestem w stanie;&lt;br /&gt;- ...mimo wszystko, chyba nie było aż tak źle, prawda?&lt;br /&gt;- dopiero teraz (wczoraj-dziś) napisałam coś bez promptu. Wygląda na to, że prompt jest to coś inspirującego jak cholera, o. Szczególnie prompt dobry.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dziękuję za uwagę :D&lt;br /&gt;</content>
  </entry>
  <entry>
    <id>urn:lj:livejournal.com:atom1:manarai:923</id>
    <link rel="alternate" type="text/html" href="http://manarai.livejournal.com/923.html"/>
    <link rel="self" type="text/xml" href="http://manarai.livejournal.com/data/atom/?itemid=923"/>
    <title>Nie kuś, dziable...</title>
    <published>2007-05-26T16:49:26Z</published>
    <updated>2007-05-26T16:49:26Z</updated>
    <content type="html">Tyle razy powtarzałam, że nie będę prowadzić ekshibicjonistycznego dziennika, że wreszcie trzeba go zacząć prowadzić.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;E, nie. Prowadzić nie będę. Będę tylko mieć, żeby się Rozmaite Osoby odczepiły.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Czego sobie i wam życzę, amen.</content>
  </entry>
</feed>
